Podróżowanie samochodem zimą przez góry – nasza przygoda

Wczorajszy poranek obok naszego domu.

Wczorajszy poranek obok naszego domu.

Witajcie w 2016 roku! Pierwszy wpis nie będzie o postanowieniach noworocznych, bo takowych z różnych względów w tym roku nie planuję, a o bezpiecznym podróżowaniu samochodem przez góry. Wpis na pewno przyda się wszystkim, którzy planują podróż do Włoch przez Szwajcarię, bo to głównie o tym państwie i o tunelu Grand San Bernardo, którzy łączy szwajcarski kanton Vallais i region Valle d’Aosta, dziś wam napiszę.

Przyznaję, że to była moja pierwsza zimowa podróż samochodem do Polski. W drodze powrotnej nie obyło się bez przygody przed samą granicą z Włochami, ale o tym za chwilę. Póki co kilka rad jeśli planujecie wyjazd samochodem, a trasa wiedzie przez szwajcarskie Alpy.

1. Zamknięte stacje paliw

Nie bądzcie zaskoczeni jeśli w niedzielę, Święta i w nocy wszystkie stacje paliw oraz przynależne obok bary i restauracje będą zamknięte. nawet te największe. Tankujcie wcześniej i nie liczcie na kawę w nocy! Nie wszystkie stacje akceptują również w nocy karty płatnicze. Przed samym tunelem Gran San Bernardo jest kilkanaście stacji, ale tylko kilka umożliwia zapłacenie kartą podczas gdy stacja jest zamknięta.

2. Warunki meteo

Przed wyjazdem sprawdźcie warunki atmosferyczne. Jeśli zapowiadają silne opady śniegu akurat w dniu waszej podrózy to może warto albo przyspieszyć, albo opóźnić o jeden dzień wyprawę, tak by nie znaleźć się w środku zawieruchy śnieżnej i patrzcie punkt 5?

3. Łańcuchy

Nie ma zmiłuj! Jeśli wasz samochód nie ma napędu na 4 koła to nawet jeśli macie zimówki to i tak mogą się przydać również łańcuchy. Moja skoda roomster dała radę wspiąc się do tunelu Grand San Bernardo chociaż było sporo śniegu, ale już 500 metrów od domu musieliśmy założyć łańcuchy. Yyyy, Patrick znaczy się, bo ja nie potrafię. Wstyd się przyznać, ale takie realia ;-).

Tak blisko, a tak daleko. 500 metrów od domu musieliśmy założyć łańczuchy na zimówki.

Tak blisko, a tak daleko. 500 metrów od domu musieliśmy założyć łańcuchy na zimówki.

4. Przydatne numery telefonów

Do banku, do ubezpieczyciela, do pomocy drogowej itp. Nie będę już pisała dlaczego, ale w stresującej sytuacji nikt nie ma głowy do szukania tych numerów. Mają być tu i teraz.

5. Warunki w tunelu

Jak kiedyś mówiłam mojej przyjaciółce w Polsce, że może się tak zdarzyć, że tunel pod Alpami zamkną i jedyna droga przejazdu będzie niedostępna to mi powtarzała, że to niemożliwe! A jednak. Może się tak zdarzyć jeśli spadnie bardzo dużo śniegu i warunki nie pozwalają na bezpieczny tranzyt. Do ostaniej chwili zastanawialiśmy się czy tunel będzie otwarty. Na stronie internetowej Tunelu Grand San Bernardo na bieżąco można sprawdzić sytuację. Podczas naszej podróży wielokrotnie sprawdzaliśmy i od początku naszej trasy pisało, że tunel jest zamknięty tylko dla samochodów ciężarowych, które wyłącznie przejeżdzają przez Szwajcarię, dla pozostałego ruchu jest otwarty. To się może oczywiście zmienić dlatego warto sprawdzać podczas podróży.

Droga po stronie szwajcarskiej prowadząca do tunelu Gran San Beranrdo

Droga po stronie szwajcarskiej prowadząca do tunelu Gran San Beranrdo

Czy chcecie dorzucić jakieś porady? Może już podróżowaliście przez Szwajcarię, tunele zimą i zechcecie podzielić się waszym doświadczeniem? 

No właśnie najgorsze co się może zdarzyć to ugrząźć w samochodzie w śniegu, bez kawy, paliwa i pocałować klamkę zamkniętego tunelu 😉 . U nas na szczęście nie było tak źle.

Po wjechaniu do tunelu od szwajcarskiej strony i zapłaceniu za przejazd zatrzymaliśmy się na chwilkę, aby skorzystać z toalety. Po powrocie usłyszałam dziwne syczenie z opony! Nie było wątpliwości, poszła nam opona. Spojrzeliśmy się z Patrickiem na siebie i w te pędy do samochodu, żeby dostać się na włoską stronę. Ktoś powie, że to było nieodpowiedzialne, ale… W tamtym momencie chcieliśmy być z tym problemem u siebie. Dotarliśmy bez kłopotu.

Po przekroczeniu granicy zatrzymaliśmy się i zwróciliśmy o pomoc do pracownika tunelu, który okazał się niezwykle uczynny. W samochodzie nie było zapasowego koła, a tylko zestaw naprawczy. Z góry założyliśmy, że nie ma co naprawiać i, że zostawimy samochód w tunelu na parkingu, a w jakiś magiczny sposób dostaniemy się do drugiego, który był zaparkowany w Aoście (20 km od tunelu). Na szczęście nie potrzeba było magii 🙂 .

Zadzwoniłam do koleżanki, która mieszka niedaleko tunelu i ona odwiozła Patricka do Aosty, a w tym czasie pracownicy tunelu ulokowali mnie z dziećmi w sali zebrań, a sami rozmontowali nam koło, zawieźli je do Saint-Oyen (jakieś 3 km od tunelu) na stację benzynową, żeby może naprawić, ale ponieważ się nie dało to wrócili z nowym kołem, które zamonotowali również. Wszystko oczywiście w ramach ich dobrego serca :-). Podziękowałam im polskimi przysmakami 😀 .

Widok na tunel z sali zebrań tunelu gdzie uprzejmie pozwolono nam się ulokować w oczekiwaniu na nowe koło :-).

Widok na tunel z sali zebrań tunelu gdzie uprzejmie pozwolono nam się ulokować w oczekiwaniu na nowe koło :-).

Po dwóch godzinach opóźnienia dotarliśmy do domu. Szczęście w nieszczęściu, że ta przygoda trafła się nam 20 km od domu i była logistycznie do ogarnięcia. Mogliśmy zadzwonić po holowanie w sumie, ale dzięki włoskim pracownikom tunelu obyło się bez.

Nikomu nie życzę takich przygód na trasie, ale za to życzę takich pomocnych duszyczek jakie my spotkaliśmy :-).

Na zakończnie dzielę się z wami krótkim filmikiem jaki zrobiłam wczoraj rano. Tak wyglądał mój pierwszy poranek 2016 roku w Dolinie Aosty. Cudny prawda?

Następny wpis będzie o tym dlaczego nic sobie nie postanowiłam na 2016 rok. A nie przepraszam jedno postanowienie mam i się nim z wami podzielę. Nie będzie też podsumownia 2015 roku, ale coś od siebie napiszę ;-).

A presto!

Tagi , .Dodaj do zakładek Link.

23 odpowiedzi na „Podróżowanie samochodem zimą przez góry – nasza przygoda

  1. Jo mówi:

    Oooo, nie baliście się jechać przez tunel z przebitym kołem? Bo to taki mój mały spełniony koszmar, który przerabiam zawsze w głowie przed wjazdem do każdego tunelu…

    • Agnieszka Stokowiecka mówi:

      Powietrze na szczęście schodziło powoli. Gdybyśmy się zatrzymali w tunelu (ruchu nie było żadnego, też na szczęście) to w przeciągu kilku minut zjawiłaby się pomoc drogowa, która pracuje tylko w tunelu. Co chyba 150 metrów są telefony i można dzwonić jakby się coś działo. Pod tym względem organizacja jest na wysokim poziomie. Sama też się boję jeździć tunelami, ale mieszkając gdzie mieszkam wyjścia dużego nie mam :-D.

  2. Patryk K. mówi:

    Ostatnimi czasy mamy w Polsce tak obfite w śnieg zimy, że już zapomniałem o tym, jak to się jest zagrzebać samochodem w białym puchu. 😀 Niemniej kto wie, czy kiedyś nie przydadzą mi się Twoje rady. W końcu klimat się stale zmienia.

    • Agnieszka Stokowiecka mówi:

      Może i do Polski powrócą zimy z mojego dzieciństwa? Życzę Ci długich podróży w takim razie :-). Pozdrawiam i witam u mnie.

  3. Paweł mówi:

    Decyzja o jeździe z przebitą oponą była odważna, ale jeżeli powietrze uciekało wolno, a pewnie tak było, jak najbardziej do przyjęcia 🙂 Jak ja jechałem przez ten tunel od str. CH, to im bliżej było do tunelu, tym droga była bardziej biała. Początek tunelu jest dość wysoko i patrząc na mapę przed wyjazdem nie spodziewałem się tego. Kilka kilometrów przed wjazdem do tunelu pamiętam drogowskaz kierujący do Chamonix … i dreszcz emocji.

  4. Mariusz mówi:

    Gratuleje odwagi,jazda w zimie taki szmat drogi nie nalezy do najlatwiejszych.Dziwi mnie troche dlaczego nie mieliscie zapasu,najmarniej to powinna byc tzw.dojazdowka…No ale coz,skoro podjeliscie takie wyzwanie to pewnie liczyliscie sie i z takim obrotem sprawy.Ja jezdze autem od 1988r i troche przygod juz mialem,wypadki tez…jak tez jak i w mlodszym wieku,do czego sie przyznaje glupich nieodpowiedzialnych zeczy,od ktorych wlos sie jezy,a jedynie co mnie ratowalo to chyba jakas opatrznosc i sila wyzsza,bo co najmniej juz bym nie mial prawa jazdy,a w najgorszym przypadku skonczyl w tr…..e.Krotko mowiac mialem duuuzo szczescia.Moze kiedys na blogu o tym napisze.
    Ja jadac w taka trase jak Wy,wziolbym dwa kanistry benzyny do bagaznika,no i oczywiscie zapas,najlepiej jak mamy pelnowymiarowe kolo,Wy akurat moglibyscie sobie na to pozwolic.
    Ja w w miejscu kola zapasowego mam zbiornik gazu,a pelnowymiarowy zapas lezy w pokrowcu w bagazniku i co jakis czas go ugniatam reką czy jest na powietrzu,raz do roku wyjmuje i ew.dopompowuje powietrze.Poza tym trzeba miec stosowny lewarek i odpowiedni klucz-musimy miec pewnosc ze to co mamy z kolem jest/nadaje sie do wymiany kola.
    Chce powiedziec jeszcze ze zadne nawet super przygotowanie nie daje 100% pewnosci,ze dojedziemy szczesliwie,ale jak najbardziej mozemy zminimalizowac jakies ,,przygody,,
    Nawet dobrze wyposazony nowy samochod sie psuje,czasami jeszcze bardziej narazony na awarie niz uzywany.
    Siostra jezdzila stara renowka 21 z wloch i zawsze bez klopotow,kupiony pozniej nowa vectra doprowadzila do dwoch awari,niechce pisac ile nerw i pieniedzy ich to kosztowalo…
    A na zakonczenie powiem o historii pewnej kolezanki,ktora opowiedziala mi ,,przygode,,jaką przeszla ze swoim przyjacielem.Wybrali sie do wloch,nie pamietam jakie to bylo auto,ale powrotna droga trawala do warszawy-uwaga-;))…dwa tygodnie,acha,ale zeby bylo ciekawiej,to dwa tygodnie na…holu;))).
    Auto nie nadawalo sie do jazdy,nie mieli tyle pieniedzy zeby wziasc jakas lawete,to ratowali sie jak mogli.Z poczatku mieli jeszcze pieniadze do placili za podcholowanie,jak sie kasa skonczyla,to mowi ze placili biżuteria ktorą miala,nawet pozbyli sie zegarkow…plus jedyny,ze to bylo lato…
    U mnie tak naprawde spadl dzis pierwszy snieg,kilka dni temu wyjołem akumulator i ladowalem go 48 godzin,a dzis zrobilem mu wlasnorecznie ocieplenie i na noc hajda na 3 dni do pracy;)
    Pozdrawiam wszystkich dojezdzajacych,zyczac dobrej przyczepnosci i przede wszystkim wyobrazni,lepiej wyjechac wczesniej,zeby moc jechac wolniej i ostrozniej!

    • Agnieszka Stokowiecka mówi:

      Mariusz dziękuję ci tak tak fajne opowieści :-). You make my evening, szczególnie z tym powrotem przez dwa tygodnie z Włoch. Teraz mozna się uśmiechać na wspomnienie przygody, ale jak się dzieje to nikomu nie jest do śmiechu. Nasz samochód po zakupie przewidywł tylko zestaw naprawczy i przyznam się, że jakoś się tym nie przejęłam, a na początku grudnia sama jechałam z Włoch do Polski i gdyby coś podobnego mi się po zmroku przytrafiło w Niemczech to dzwoniłabym po holowanie, mamy ubezpieczenie w pełnym pakiecie ;-), ale oczywiście stresu bym się najadła! Tak na serio to trochę po Europie już sobie pojeździłam, w mojej pierwszej włoskiej pracy jeździłam sama samochodem firmowym po Francji. Przyznaję, że nie martwiłam się o zapasowe koło (!!!) i lewarek, a o to czy działa GPS 😀 . Młoda byłam hahaha. Następna dłuższa podróż w marcu i już wiem, że koło zapasowe będzie, coby za bardzo losu nie kusic, bo niby nic dwa razy się nie zdarza, ale kto tam wie co los mi szykuje. Pozdrawiam.

      • Mariusz mówi:

        No prosze,ale z Ciebie Agnieszka obiezyswiat-;),fajnie ze tak sobie podrozujesz a z drugiej strony to swietnie,ze sobie ufacie,nie kazdy malzonek by sie zgodzil bez obaw puśicic/pozwolic na takie podroze…Co do nawigacji,to nie dokonca tak jej ufajmy,mnie czasami ufatwia,pomaga,zawsze trzeba to werfikowac z realem na drodze.Wojka,co prawda emeryta zaprowadzila prosto w…zaorane pole:))…to tak jak z zoną…,,ufaj,ale kontroluj,,-;)
        Jako ciekawostke powiem,ze maksymalnie jechalismy Syrenką;) w…12 osob.Nie zartuje,do dzis nie mam pojecia jak w tyle osob si.e tam upchnelismy,pamietam znajomy rozwoził osoby po zabawie wiejskiej;)…najgorszy horror przezyłem,jak zrobił popisowke i do kolezanki na podworko wiechal z ulicy z dosc duzą predkoscia,a to byl skret 90 st.Syrena majestatycznie unisla sie do gory,juz myslałem ze odlatujemy,..skret w prawo i ńa dwoch kolach;)a nas dwanascioro jak sledzie w beczce…wrescie podworko i podchodzimy do ladowania,zamiast oklaskow pisk i krzyk dziewczyn…A kiedys znowu kolega w pracy opowiadal,ze tez Syrenka wracali gdzies z Warszawy ok.100km i urwala im sie linka gazu,to zeby przyjechac,a szansy naprawic czy kupic nie mieli,to jeden lezal miedzy nogami i resztka tejze wystajacej linki dodawal gazu/pociagal,no a drugi prowadził;)),było jak mowi to mozliwe bo tam tej przegrody miedzy kierowca a pasazerem nie bylo i mogl sie swobodnie polozyc…
        Pa,pa i do nastepnej przygody!

        • Agnieszka Stokowiecka mówi:

          Teraz już mniej jeżdzę, głównie do Turynu i Mediolanu, ale zdarzają się i dalsze delegacje. Już nie będę się rozpisywała na temat zaufania :-D, bo to blog o regionie, a nie o mnie. Co do nawigacji to poza GPS mam zawsze wydrukowaną trasę z google maps ;-), kto wie co się przyda.
          Do następnej przygody! Byle pozytywnej :-).

  5. ankabr82 mówi:

    to ja jeszcze dodam jeden punkt: nie wiem czy jest to „oczywista oczywistosc” dobry termos (ktory trzyma dluuugo! cieplo) patrz pkt1 🙂 . Ahhh i jeszcze jedno mi wpadlo do glowy: jesli wybieracie sie do Polski z Wloch przez tunel wczesniej niz 5-6 rano , a nie macie winietki : niestety wasze ryzyko, gdzyz wszystko pozamykane! w tunelu kase otwieraja kolo 5 (jesli mnie pamiec nie myli), a na stacji benzynowej od godz 6. Jesli sie myle to prosze poprawic mnie (od roku nie podrozowalam samochodem)

    • Agnieszka Stokowiecka mówi:

      Tak Aniu, termos musi być! Ja mam zawsze ten z Ikei :-), trzyma mi prawie 20 godzin gorącą kawę, mogę polecić. Kasy w tunelu są otwarte 24 h na dobę także bilet przejazdu można zawsze kupić, w przeciwnym razie tunel nie byłby otwarty. Za to masz rację co do winiety na autostradę w Szwajcarii, która jest obowiązkowa. W Bazylei na autostradzie są dwa pasy na granicy: (z) mit vignette i (bez) ohne vignette, jeśli się jeszcze nie ma winietki na autostradę to wjeżdza się na pas ohne i tam miły pan sprzedaje o każdej porze dnia i nocy. Jadąc z Włoch, jesli wiemy, że przez Szwajcarię będziemy jechać nocą to rzeczywiście wszystko jest pozamykane i najlepiej zakupić winietę na stacji paliw w Saint-Rhemy-en-Bosses w Dolinie Aosty, gminie, w której leży tunel Grand San Bernardo. Lepiej nie jeździć po Szwajcarri bez winietki. Dziękuję Ci za te spostrzeżenia! Ja sama mam co roku winietę i jakoś nie pomyślałam o tym. Pozdrawiam.

  6. Anka mówi:

    Jechałam przez tunel niejednokrotnie. Jednak pewnego razu koleżanka namówiła mnie abyśmy ominęły tunel i pojechały obok. Nie wiem, prawdopodobnie z oszczędności. Że ja się dałam namówić!? To było zimą.. Ponoć koleżanka znała objazd. Najpierw musiałysmy sporo pokrążyć aby go znaleźć. W końcu się udało, znalazlyśmy. To była droga krzyżowa. Tylko księżyc oswietlał nam drogę. Dookoła bielusieńko, dróżka wąska na jedno auto, a my zasuwamy pod górę, zero barierek, jeden gorszy manewr i wylądowałybyśmy w przepaści 500m. Pewnie niekoniecznie prędko by nas ktoś znalazł, bo w końcu naszym oczom ukazała sie dawna granica..to co zobaczyłam: opuszczona drewniana budka dla celnika wielkosci metr na metr. Żywej duszy nie było. Nigdzie. Nawet przysłowiowego psa z kulawą nogą. Tylko mroźne serpentyny górskie. Brr.. Przyznam bylo dość niebezpiecznie. W końcu ukazały nam się normalne drogi. Uff Szwajcaria!! To przeżycie pamiętam do dziś, jednak nie warto ryzykować dla takich wrażeń

    • Agnieszka Stokowiecka mówi:

      Koleżanka pewnie zrobiła to z oszczędności, bo przejazd tunelem to śrenio 30 euro w jedną stronę. Także nie mało. Z drugiej strony jeśli wybrała przełęcz, a była to już prawie zima lub zima, a przełęcz była nadal otwarta to pewnie taka, która na zimę nie zamyka, jak ta pomiędzy Szwajcarią, a Francją, o której pisałam Pawłowi: Forcloz. Oczywiście jeśli naprószy śniegu to żadna przełęcz nie jest ciekawa do przejechania, bo są serpentyny i dla kogoś kto jedzie po raz pierwszy taką trasą, do tego w kiepskich warunkach pogodowych, emocje są niesamowite. Nie wiem, którą przełęczą jechałyście, ale w moim regionie jedyna ze Szwajcarią (ta Grand San Bernardo) zamyka na okres zimowy (od października do czerwca). Ciekawe jak koleżanka to przeżyła :-), w sensie czy nie przeklinała wyboru? Dobrze, że wszystko dobrze się skończyło, pozostały emocje i wspomnienia! Pozdrawiam i witam na blogu :-).

      • Anka mówi:

        witaj Aga:))
        Obie podczas jazdy klęłyśmy wniebogłosy, że pojechałyśmy w tą drogą. Dodam jeszcze, że koleżanka w tamtym czasie była w ciąży. Przecież kobietom w ciąży się nie odmawia – sobie pomyślałam.. Nie pamiętam dokładnie jaki to był miesiąc (to było z 7-8 lat temu), napisałam, że zima sugerowana tym, że padał śnieg i wszędzie było go pełno, aż się dziwię, że nigdzie się nie zakopałyśmy. Po Twoim wpisie, coś mi się przypomniało, że to mogło być np. przed dzień zamknięcia przełęczy, bo koleżanka mówiła ,, jedźmy póki ta droga jest jeszcze nie zamknięta”. Masz racje, dobrze że wszystko dobrze się skończyło. Mi to się często takie akcje zdarzają, nie będę opowiadać, ale czasem to były akcje na krawędzi. Również pozdrawiam buziaki:)

        • Agnieszka Stokowiecka mówi:

          A wiesz, że to rzeczywiście mogła być Wielka Przełęcz Świętego Bernarda w październiku, tuż przed zamknięciem! Czasami w październiku lubi sobie popadać śnieg i wtedy ta trasa jest nieciekawa ze względu na serpentyny i brak barierek po szwajcarskiej stronie! Dobrze, że dojechałyście szczęścliwie! Czasami czuwa nad nami jakaś wyższa siła czy jakoś tak ;-).

  7. Aneta Ozonek mówi:

    Podobno podróże pamięta się poprzez niespodziewane przygody. Dobrze, że Wasza podróż skończyła się szczęśliwie.
    I nie wyobrażam sobie jak to jest, przekroczyć ledwo co granicę Włoch i być już w domu 😀 😛

    • Agnieszka Stokowiecka mówi:

      Tę podróż na pewno będę trochę pamięać, głównie ku przestrodze. Niestety nie mogę napisać, więcej samochodem nie pojadę, bo ostanio stwierdzam, że bez sensu jest latać samolotem (Aosta-Mediolan samochodem, potem Mediolan-Berlin samolot i Berlin-Koszalin bus), mordęga. Co do granicy to Cię świetnie rozumiem 😀 . Pozdrawiam.

  8. Agnieszko, dobrze, że podróż szczęśliwie się skończyła!
    Ale bez przygód się nie obyło.
    Co do filmiku z Aosty – macie pięknie! Mnie tak bardzo brakuje tej zimy śniegu…
    Pozdrawiam Was serdecznie!
    O.

    • Agnieszka Stokowiecka mówi:

      Dziękuję O. Zima tak naprawdę dopiero się zaczęła, więc liczmy, że jednak śnieg się pojawi. Pozdrawiam!

  9. gwiezdna mówi:

    oby zawsze takie zakończenia pisał los! u nas właśnie zaczęło padać 🙂 pozdrawiam 🙂

  10. Co za przygoda. Jednak miło się takie wspomina. Całe szczęście, że obsługa tunelu jest pomocna. Jak długi jest ten tunel?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *