Saint-Nicolas w zimowej odsłonie – dzień na biegówkach

Trasa biegowa w Saint-Nicolas

Trasa biegowa w Saint-Nicolas

Nabrałam apetytu na jazdę na biegówkach, o czym pisałam wam już przy okazji relacji z ośrodka narciarstwa biegowego we Flassin. W ostatni weekend wybralismy się do Saint-Nicolas, niedużego ośrodka, który oferuje przepiękne trasy o kilku stopniach trudności, położone na słonecznych pagórkach.

Już sam dojazd do ośrodka jest niesamowitą przygodą ponieważ ode mnie z domu trasa wiedzie przez tzw. Drogę Salassów. Panoramiczną trasę, z której rozpościeraja się przepiękne widoki na dolinę. W słoneczny dzień, a taka była ostatnia niedziela, istnieje ryzyko dojechania do ośrodka z dużym poślizgiem czasowym. Chociaż to nie był mój pierwszy raz na tej drodze to i tak kilkakrotnie się zatrzymałam i podziwiałam widoki. W takich momentach myślę sobie, że całkiem lubię tę moją dolinę 😉 .

Widok na dolinę z trasy Strada dei Salassi.

Widok na dolinę z trasy Strada dei Salassi.

Ośrodek leży na wysokości 1200 m i oferuje trzy pierścienie: trasy o długości 2,5 km, 4,5 km i 7,5 leżące częściowo w centrum miasteczka, a częściowo biegnące przez las.

Wypożyczenie nart biegowych na cały dzień kosztuje 7 euro, a bilet na trasy 5 euro.

Niektóre odcinki trasy biegowej przyspożyły mi odrobinę trudności, szczególnie przy zjeździe. Jeszcze sporo nauki przede mną!

Niektóre odcinki trasy biegowej przyspożyły mi odrobinę trudności, szczególnie przy zjeździe. Jeszcze sporo nauki przede mną!

Na miejscu odkryłam, że w każdy wtorek i czwartek można jeździć również wieczorem, ponieważ trasy są oświetlone, a codziennie są organizowane wieczorne wyprawy na rakietkach śnieżnych. Taką wieczorno-nocną wyprawę planuję w przyszłym tygodniu, trzymajcie kciuki za bezchmurne niebo, to będzie i relacja, i zdjęcia 🙂 .

Trochę zdjęć z naszej niedzieli na biegówkach.

P.s. Trasą panoramiczną możecie przejechać o każdej porze roku samochodem, motorem, rowerem czy na skiroll ;-), tutaj poczytacie więcej o 30 km niezapomnianych widoków: Panoramiczna Trasa Salassi.
P.s. Lubicie biegówki? Zajrzyjcie tu: relacja z naszych biegówek we Flassin i tu: informacje praktyczne o ośrodkach narciarstwa biegowego w Valle d’Aosta.

————-

Wieczorami pisze się nowy post. Zainspirowaliście mnie wy sami, pisząc do mnie często wiadomości prywatne, w których pytacie “Co warto zobaczyć, poza tym co wiadomo, że zobaczyć trzeba”. Nie dam wam odpowiedzi co warto zobaczyć. Zamiast ryby dostaniecie wędkę ;-), czyli 15 sposobów na odkrycie pięknych, nieoklepanych i mało turystycznych miejsc, nie tylko w Valle d’Aosta, ale w całych Włoszech! Chcąc stworzyć jak najbardziej kompletny i ciekawy poradnik poprosiłam polskie blogerki piszące o Włoszech o zdradzenie swoich trików na odkrycie takich pozaprzewodnikowych perełek. Dzięki ich zaangażowaniu i kreatywności powstała świetna lista porad, którą podzielę się z wami już we wtorek. Zajrzycie?

A presto!
Agnieszka

Tagi , , , .Dodaj do zakładek Link.

15 odpowiedzi na „Saint-Nicolas w zimowej odsłonie – dzień na biegówkach

  1. paula | rudej blog mówi:

    Jejku, właśnie dopisuje to miejsce do listy moich marzeń! Cudowne robisz zdjęcia 🙂

    • Agnieszka Stokowiecka mówi:

      Valle d’Aosta leży w Europie, jest całkiem dostępna, także marzenie na pewno prędzej czy później da się zrealizować 🙂 . Dziękuję za komplement odnośnie zdjęć. Nadal się uczę.

  2. Śnieżynka mówi:

    Odnośnie Włoch: ostatnio rozmawiałam z istotką, która wmawiała mi, że Włosi w ogóle nie suszą ubrań w domach, tylko na balkonach, a jeśli pada, to przykrywają całe pranie folią i czekają na słońce… Czy to prawda?
    Piękny i ciekawy blog. A taki poradnik jak szukać nowych miejsc byłby dobrym pomocnikiem 😉
    Pozdrawiam 🙂

    • Agnieszka Stokowiecka mówi:

      Zacznę od podziękowania za komplementy. Zawsze mnie bardzo cieszy, kiedy ktoś kto jest u mnie po raz pierwszy pisze, że jest pięknie i ciekawie :-). Dziękuję. Odnośnie tej folii to przynam się szczerze, że nie wiem. W sensie, wiem, że coś podobnego można zakupić, ale ja osobiście u nikogo nie widziałam w użyciu. Może w dużych miastach niektórzy praktykują, ale w moim wiejskim-alpejskim regionie to nie ma mowy :-). Moje pranie najczęściej suszy się na sznurku, na zewnątrz, również zimą (dziś np. też powiesiłam 😀 ), jak pada to najczęściej nie piorę.

  3. Cudnie tam! Ale Ci zazdroszczę (tak pozytywnie! :))
    Piękne zdjęcia!
    O.

    • Agnieszka Stokowiecka mówi:

      Dziękuję O, przyznaję, że Saint-Nicolas zimą odkryłam w tym roku i mnie zauroczyło. Również trasa prowadząca do wioski. Pozdrawiam.

  4. Mariusz mówi:

    Rewelacyjnie Agnieszka…dobry kierunek,co do zdjęć to faktycznie nie jest łatwo…silne światło,a z drugiej strony genialne światło!
    Ja np.lubie eksperymentowac,żeby czasem zrobic dobrą technicznie a zarazem ciekawą perspektywę robię i kikadziesiąt zdjec,po czym udaje wybrac sie ze dwa…lubie grę świateł,refleksy,ale zawsze robie mase ujec,niestety jedno dwa ujecia danego tematu nie daje wynikow.Zawsze podchodzę seryjnie z roznych perspektyw,pożniej wybieram…
    Aktywny wypoczynek z mozliwoscia utrwalenia takich widokow,to raj dla duszy…ogromna satysfakcja i nieżwykle chwile utrwalone,ktore juz nigdy nie wrocą…
    Najlepszego,jak zawsze Mariusz.

    • Agnieszka Stokowiecka mówi:

      Dziękuję Mariusz. Ja też robię sporo zdjęć i potem wybieram kilka najlepszych. Tak naprawdę to chyba moje umiejętności fotograficzne się polepszyły, bo oglądając zdjęcia z początków blogowania myślę sobie „Jak mi się to mogło podobać” 😀 . W Saint-Nicolas zrobiłam sporo zdjęć (ale bez przesady), pojechałam tam głównie pojeździć, jeszcze potrafię żyć, nie tylko blogować, chociaż przyznaję, że trudno mi rozstawać się z aparatem ;-). Pozdrawiam ciepło!

  5. Marek M. mówi:

    Miejsce jest wspaniałe, a zdjęcia piękne. Szczególnie podoba mi się to spojrzenie na dolinę z trasy Strada dei Salassi – świetnie skadrowane, znakomite światło! Jestem wprawdzie również tylko amatorem, ale zgadzam się, że Twoje obecne fotografie są znacznie lepsze niż te z początków bloga. Nie jest bowiem prawdą, że w takich miejscach „zdjęcia robią się same”. Trzeba odpowiednio dobrać kadr, zwrócić uwagę skąd pada światło, a robienie zdjęć w pełnym słońcu i w otoczeniu śniegu nie jest wcale takie proste. Niektórzy robią wiele zdjęć i wybierają te, które wydają się najlepsze. Ja natomiast mam taki sposób, że próbuję starannie dobrać kadr, wychodząc z założenia, że po co potem tracić czas na kasowanie zdjęć 😉 Czasem wystarczy zrobić kilka kroków i już jest zupełnie inna, lepsza perspektywa 🙂
    Wracając natomiast do treści Twojego wpisu – niestety nie miałem nigdy okazji jeździć na biegówkach, natomiast podczas mojego jedynego (jak dotychczas) zimowego pobytu we Włoszech – 2 lata temu w Andalo (Trentino) kolega namówił mnie na spacery na rakietach śnieżnych i całkiem spodobała mi się ta forma wędrowania ( o podziwianiu z tej perspektywy widoków na Dolomity Brenta nie wspominając). Oczywiście nie były, to jakieś wyczyny, bo ze sportem jestem trochę na bakier, ale po prostu fajne i zdrowe spędzenie czasu.
    Niestety teraz rakiety leżą w szafie, bo jakoś nie mam okazji wyjechać na ferie. Z zaciekawieniem czakam więc również na Twój kolejny wpis z wyprawy na rakietach… Pozdrawiam 🙂

    • Agnieszka Stokowiecka mówi:

      Dziękuję Marek, powiem Ci, że to zdjęcie ze Strada dei Salassi to był taki „złoty strzał” 😀 . Jechałam samochodem, zobaczyłam TEN widok i od razu się zatrzymałam i zrobiłam zdjęcie. Blogowanie nauczyło mnie bycia bardziej uważną, kiedyś bym przejechała i NIC, teraz mam jakiś taki wyostrzony wzrok na piękno i na wszystko to co mnie otacza. Jazda na biegówkach jest naprawdę fajna, chociaż przyznaję, że musze się jeszcze podszkolić, moja córka ciągle mi powtarza, że jeździ lepiej ode mnie ma (ma niecałe 5 lat), ale to nie jest trudne, jako dzieco szybko się uczy i nie ma w sobie strachu przed wywotką, czego nie mozna powiedzieć o mnie. Spacer na rakietkach śnieżnych to jest jedno z najpiękniejszych doświadczeń w górach zimą i polecam je naprawdę wszystkim :-), sam widzisz jak dobrze pamiętasz! Nasza wyprawa na rakietki musi poczekać, aż spadnie trochę śniegu, w niedzielę na wysokości 1200 m n.p.m. padał deszcz, nigdy nie widziałam deszczu w styczniu! Ponoć śnieg ma spaść w środę, jeśli prognoza się sprawdzi to czwartkowy wieczór na rakietkach jest mój :-). Pozdrawiam!

  6. Sylvia mówi:

    Żaluję, że nie potrafię jeździć na nartach i takie widoki i miejsca mnie omijają! Może kiedyś nadrobię, a na razie się cieszę, że chociaż moje oko dzięki Tobie może poczuć tę magię zimowych gór <3

    • Agnieszka Stokowiecka mówi:

      Sylwia, wszystko przed Tobą :-), jak Fili podrośnie to zawsze możesz z nim zacząć, ja właśnie powróciłam do biegówek dzięki córce 😉 . Cieszę się, że udaje mi się tutaj przekazać odrobinę magii gór. Uściski.

  7. Magda mówi:

    Przepieknie!Biegowki to moj ulubiony sport: polaczenie zdrowego ruchu i przepieknych widokow. Choc musze przyznac, ze zdziwilo mnie, ze trzeba placic za trasy na biegowki. U mnie (Bawaria) wszystko jest zupelnie za darmo, tereny rownie piekne i imponujace. Pozdrawiam serdecznie

    • Agnieszka Stokowiecka mówi:

      U mnie też niektóre trasy biegowe są darmowe, ale jednak w ośrodkach narciarstwa biegowego, gdzie tych km trochę jest, są płatne. Niedużo, ale jednak. Są darmowe dla mieszkańców danej gminy, to już coś. Przygotowanie trochę kosztuje i niestety nie da się mieć wszystkiego gratis. Od jakiegoś czasu we Włoszech płaci się za usługi, które kiedyś były bezpłatne lub za symboliczną kwotę. Era kryzysu ;-). A w Bawarii chętnie bym pojeździła! Widoki też pewnie są warte grzechu.

  8. Pingback:Pożegnanie kalendarzowej zimy - filmik i trochę wspomnień | CiekawAOSTA

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *