Toskania i Alpy Apuańskie – w sierpniu to się (nie) może udać!

Zachód słońca w Vada, Rossignano Marittimo w Toskanii.

Zachód słońca w Vada, Rossignano Marittimo w Toskanii.

Mało związane z moim blogiem, chociaż Alpy Apuańskie w tle, ale wyraziliście chęc przeczytania o naszym pobycie w najbardziej opisanym regionie Włoch, to proszę! Mam dziś dla was trochę ciepłych emocji przywiezionych znad morza i z miasta Lucca, a wszystko to widziane oczami turystki 😉.

Zacznę od tego, że w Toskanii nie ma już Alp ;-), a Alpy Apuańskie są częścią Apeninów i leżą w jej górnej części (okolice Massa Carrara). Nazwa wywodzi się od ligurskiego ludu Apuanów, który w starożytności zamieszkiwał te obszary. To dlaczego Alpy? W ten sposób nazywano każdą górę, na którą można się było wspiać. Nazwa Alpi Apuane została oficjalnie zarejestrowana w 1798 roku wraz z powstaniem, z inicjatywy Napoleona Bonapartego, Republiki Cisalpińskiej.

Od dawna wiadomo, że nad morze do Toskanii w sierpniu, do tego z dziećmi, nikt z własnego wyboru nie jedzie ;-). I to nie jest żart. Jest drogo, tłoczno i gorąco, a z plaży trudno korzystac, bo słońce daje się we znaki. W tym roku jednak tak wyszło, że mogliśmy gdziekolwiek pojechać na cały tydzień właśnie w drugiej połowie sierpnia. Teraz, albo nigdy. To jedziemy.

Pierwszy problem: nic nie mamy zarezerwowane, a ja chcę: domek na kempingu z basenem, do tego maksymalnie 10 minut pieszo od morza i żeby cena mnie nie zabiła. Zdaje się, że mam wybujałe wymagania. Booking twierdzi, że istnieje, ale za 1400 euro za tydzień. O nie, to nie będą najkrótsze i najdroższe wakacje mojego życia ;-p. Mamy wyjechać w piątek w nocy, w środę zaczynam powoli pakować walizki, w sumie nie wiedząc gdzie jedziemy, ale optymistycznie myślę, pal licho gdzieś pojedziamy. Patrick w końcu w środę wieczorem rezerwuje, zdaje się kemping moich marzeń, z domkiem, basenem i niecałe 15 minut od plaży za połowę ceny, której nie chciałam zapłacić. Połowę mogę :-). Booking, który uwielbiam i od zawsze tylko tam rezerwuję noclegi, tym razem postanowił być łaskawy.

Kemping Campo dei Fiori w Rosignano Marittimo.

Kemping Campo dei Fiori w Rosignano Marittimo.

Plaża w Vada o 8 rano.. Wszystko równo poustawiane czeka na turystów.

Plaża w Vada o 8 rano.. Wszystko równo poustawiane czeka na turystów.

W sobotę rano dojeżdzamy do małej miejscowości Vada w gminie Rosignano Marittimo. Przyznaję, że po kilku latach mieszkania we Włoszech takie małe wioski nie robią na mnie specjalnego wrażenia. Wioska jak wioska, urocza, ale nie zwala mnie z nóg. Za to już przed wyjazdem przeczytałam, że w tej gminie, niedaleko naszego kempingu, są tzw. spiagge bianche, czyli białe plaże. Wiem tylko, że biały kolor plaż to nie efekt natury, a działania pobliskiej fabryki węglanu wapnia. Trudno mi to sobie wyobrazić i czekam niecierpliwie, aż się wybierzemy na plaże.

Spiagge bianche w Rosignano Marittimo

Spiagge bianche w Rosignano Marittimo

Kemping okazuje się bardzo fajny i chyba wart swojej ceny, chociaż jak pomyslę, że od 5 wrzesnia domki kosztują 350 euro, a nie 700 to się zastanawiam… Na miejscu mamy baseny, w sumie trzy, w tym dwa dla dzieci, do tego sklep, restaurację, pizzę na wynos, mały sklepik z wszystkim co może się przydać na kempingu, wypożyczalnie rowerów i faktycznie jakiś kwadrans do plaży (sama doszłabym w 5 minut 😀 ). Kemping to Campo dei fiori i mogę polecić z czystym sumienien również dla osób podróżujących z namiotem. Pamiętajcie tylko, że w lipcu i sierpniu domki są wynajmowane od soboty do soboty i rzadko jest zmiłuj się od tej zasady. To jeden z powodów, dla których wolę namiot lub pobyt poza sezonem.

Wybraliśmy się oczywiście na słynne białe plaże, spiagge bianche i … Wiecie, że pochodze znad Bałtyku. Zaraz mnie ktoś zabije i powie, że się może nie znam, ale jak zobaczyłam plaże, to miałam wrażenie, że jestem w Łebie :-). Tylko morze nie to samo! Chociaż nie, za pierwszym razem było bardzo wzburzone, już nie pamiętam kiedy tak się wyskakałam na metrowych falach! Niestety nie widziałam słynnego efektu Karaibów, czyli pięknej białej plaży i nieskazitelnie przeźroczystej wody.

. I kto mi powie, że to spiagge bianche w Toskanii, a nie Bałtyk ;-)?

. I kto mi powie, że to spiagge bianche w Toskanii, a nie Bałtyk ;-)?

Spiagge bianche w Rosignano Marittimo

Spiagge bianche w Rosignano Marittimo

Spiagge bianche w Rosignano Marittimo

Spiagge bianche w Rosignano Marittimo

Spiagge bianche rozciągają się na 4 km od Rosignano Solvey do Vada, ale nie są wcale tak blisko parkingu. Przy głównej drodze parkuje się samochód (5 euro za cały dzień) i potem z klamotami trzeba iść jakieś 500 m, niby niewiele, ale w drodze powrotnej był prawdziwy eksodus plażowiczów.

Piasek rzeczywiście bardzo jasny i tylko trochę inny w dotyku, pewnie dlatego, że zawiera to niewiadomoco z pobliskiej fabryki Rossignano Solvey. Przyznaję jednak, że sama plaża i morze bardzo mi się podobały.

W drodze na plażę mijamy widok na fabrykę Rossignano Solvey, której "zawdzięczamy" biały efekt piasku.

W drodze na plażę mijamy widok na fabrykę Rossignano Solvey, której „zawdzięczamy” biały efekt piasku.

Trochę mniej ztw. “Wukumpra”, czyli imigranci, którzy dosłownie co 3 minuty podchodzą z naręczem rzeczy (każdy z innym) i chcą usilnie coś sprzedać. Ja miałam zawsze tylko jedną odpowiedź “Nie wzięłam portfela” Non ho preso il portafoglio, mi dispiace. Na to nie mieli argumentów, bo zapewniam was, że jak tylko zobaczą minimalne zainteresowanie w waszych oczach to macie przechlapane. W sensie nie dadzą wam żyć, a sprzedają dosłownie wszystko: ubrania, ręczniki, czapki, okulary, torebki, biżuterię… Od razu napisze, że nazwy sprzedawców sama nie wymyśliłam, tak ich po prostu we Włoszech nazywają.

W drodzę na spiagge bianche

W drodzę na spiagge bianche

Po tygodniu leniuchowania czas wracać do domu. Szkoda, że wszystko co dobre, tak szybko się kończy. W ostatniej chwili decydujemy, że zatrzymamy się jeszcze w drodze powrotnej albo w Pisa, albo w Lucca. Ostatecznie pada na Lucca, jak zwykle mamy problem ze znalezieniem noclegu, bo ja mam wymagania wysokie jak Punta Helbronner, ale za to “bracino corto”(czyli nie lubię przepłacać 😀 ). Warto kręcić nosem, oj warto! Znajdujemy, a raczej Patrick, nocleg w Schronisku Młodzieżowym Ostello San Frediano wewnątrz murów przepięknej Lucca. Ostello okazuje się młodzieżowe tylko z nazwy, na miejscu widzę sporo starszych wiekiem turystów, a częśc z nich pokonuje pieszo Via Francigena (pisałam o tym szlaku pielgrzymkowym do Rzymu tutaj). Jesli podróżujecie do Lucca to polecam wam gorąco to miejsce. Właściwie w samym centrum, z ogromnym ogrodem, restauracją i barem na miejscu, salą relaks z wielkimi poduchami. Pokoje również dwuosobowe, a te rodzinne są piętrowe.

Ostello San Frediano w Lucca. Ogród

Ostello San Frediano w Lucca. Ogród

San Frediano.

Ostello San Frediano, sala relaksu.

Lucca, chociaż spędziłam tam tylko jeden dzień bardzo mnie zauroczyła, chociaż… jest dotknięta globalizacją jak wszystkie małe czy duże i malownicze miasteczka Włoch. Przechadzając się uliczkami widziałam dokładnie te same franchisingi, które mam w Aoście. To mi trochę psuje klimat zwiedzania, ale cóż, takie czasy. Za to znalazłam piękną pracownię ceramiki, w której na oczach turystów włścicielka z wielką pasją malowała małe cuda :-).

Pracownia ceramiki niedaleko kościoła San Frediano.

Pracownia ceramiki niedaleko kościoła San Frediano.

Na pewno warto wybrać się na spacer po murach miasta, które siegają XVII w. Są to jedyne we Włoszech mury miasta zachowane w całości i drugie w Europie (po Cyprze) jeśli chodzi o długość. Mają w sumie 4 km i 196 m. Żadne inne miasto nie może pochwalić się takim dziedzictwem. My wypożyczyłyśmy z córką rower (3 euro za godzine) i przejechałysmy się po murach. Sporo rowerów jeździ też uliczkami miasteczka, ale to akurat w sierpniu uważam za kiepski pomysł.

Uliczka miasteczka Lucca

Uliczka miasteczka Lucca

Spore wrażenie zrobił na mnie kościół San Frediano (tuż obok schroniska), owalny plac Piazza Anfiteatro, wybudowany na pozostłościach rzymskiej areny oraz wieża na szczycie której rosną drzewa :-D.

Kościół San Frediano

Kościół San Frediano

Plac z widokiem na kościół San Frediano

Plac z widokiem na kościół San Frediano

O Lucca ciekawie opowiedziała Jagoda z bloga Włochy by obserwatore i to do niej was odsyłam po więcej ciekawostek, pięknych zdjęć i smacznych adresów ;-): Z wizytą w Lucca.

Tagi , .Dodaj do zakładek Link.

14 odpowiedzi na „Toskania i Alpy Apuańskie – w sierpniu to się (nie) może udać!

  1. Paweł mówi:

    Oglądam w telewizji program Top Gear (polecam), jeden odcinek był kręcony w Lucca. Panowie prowadzący mieli za zadanie wyjechać kto pierwszy, małymi samochodami z centrum miasteczka. Pamiętam, że były tam bardzo wąskie uliczki.

    • Agnieszka Stokowiecka mówi:

      Mi się nie wydawały, aż tak wąskie, może niektóre, ale na pewno nie całość :-). Rowerem miałam problem, a co dopiero samochodem :-D!

  2. Agnieszka mówi:

    Jak wspaniale… I mówię to mimo to, że dopiero wczoraj wróciłam się z opalania z Cypru. Ale jednak góry (a Alpy to moje ulubione) to miejsce, gdzie czuję się najlepiej!

  3. Jagoda mówi:

    Ale podsumowując to warto czy nie warto było? 😉

    • Agnieszka Stokowiecka mówi:

      Warto, warto :-). We wrześniu dzień jest krótszy, a baseny nieczynne. Chociaż mam nadzieję, że w przyszłym roku wrócę do starych przyzwyczajeń i wyjedziemy albo przed sezonem, albo po, a w sezonie nad Morze Bałtyckie :-).

  4. Jagoda mówi:

    O, dziekuję za podpięcie mojego wpisu o Lucca, teraz zauważyłam! Piękne, spokojne miasteczko rozbrzmiewające muzyką. 🙂

    • Agnieszka Stokowiecka mówi:

      Noooo, wyobraź sobie, że po naszym przyjeździe odkryliśmy, że będzie notte bianca :-D. Muzyki i hałasu nam nie zabrakło.

  5. Ewiczka mówi:

    A wiesz co Ci powiem – plażowaliśmy się mniej więcej 10km od Was, tylko, że na początku czerwca. Już 3 rok z rzędu byliśmy w mikroskopinej Mazzancie (jakieś 4km od miejscowości Vada w stronę Cecina).

    • Agnieszka Stokowiecka mówi:

      Powiedz mi jak Ci się podobało w czerwcu? Ja w 2011 roku byłam przez jeden dzień we wrześniu w Cecina i miasteczko oraz plaża zdawały się wymarłe :-D.

      • Ewiczka mówi:

        Nam się podoba – jesteśmy zdecydowanie rodziną unikającą tłumów. Mazzanta jest mikroskopina (ale droga) i poza sezonem jest naprawdę pusto – my od 3 lat jeździmy w drugim tygodniu czerwca i od 3 lat zastanawiamy się jak miejsce to wygląda w sezonie.

  6. ankabr82 mówi:

    ja wiem ,ze wpis byl juz dawno dawno-ale go odkrlam dopiero dzisiaj! mam pytanie o temperature wody! (ja do morsow 😉 nie naleze i wode musze miec ciepla -tzn min24 stopni) …

    • Agnieszka Stokowiecka mówi:

      Aniu woda była ciepła, na pewno miała twoje wymarzone 24 stopnie :-). Ja morsem też nie jestem, a od kiedy kąpałam się w 14 stopniach to minęło już ponad pół mojego życia :-D. Była ciepła, możesz jechać spokojnie w takim terminie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *