W jednym z ostatnich wpisów pisałam o tym co można robić w Alpach zimą jeśli nie jeździ się na nartach. Link do tego artykułu znajdziecie na końcu tego wpisu, a ja tylko dodam, że jedną z propozycji była kolacja w wysokich górach na którą można się dostać tylko skuterem śnieżnym.
W ostatni weekend zorganizowałam taką kolację jako prezent urodzinowy dla mojego męża. Wiadomo, że nie ma nic lepszego niż doświadczenia i dobre jedzenie, także taka kolacja spełnia oba te wymogi.
Wybrałam restaurację Des Troncs w Torgnon, w dolinie Valtournenche, u stóp Matterhorn. Wybór padł na to miejsce w kilku względów. Jest stosunkowo niedaleko od naszego domu, ale jest to miejsce do którego zimą raczej nie wybieramy, także dla nas taka trochę nowość :).
Stolik zarezerwowałam pisząc do restauracji wiadomość na WhatsApp i pytając o wolne terminy. Te kolacje połączone z jazdą na skuterze śnieżnym są organizowane tylko w piątki i soboty i niestety ale w marcu nie było już ani jednego wolnego terminu na sobotę. Także wybór padł na piątek. Na dwa dni przed kolacją należy potwierdzić menu oraz wpłacić zadatek w wysokości 15 euro od osoby.
O 19:30 znaleźliśmy się w umówionym miejscu, na parkingl dla kamperów, na wysokości około 1600 m. i wsiedliśmy do przyczepki skutera śnieżnego! Podróż do restauracji trwała około 5 minut i była to bardzo szybka i intensywna jazda.

Na miejscu czekał na nas już stolik oraz ciepło kominka. Nasze menu obejmowało zestaw przystawek typowych la naszego regionu na bazie wędlin, grilowanej papryki z sosem na bazie anchois, oliwy i czosnku zwanym bagna cauda (uwielbiam!), smażonych kulek polenty chrupiących za zewnątrz i rozpływających się w środku oraz słonych ciasteczek zwanych vol au vent z serem Fontina zapiekanych w piecu.

Na danie główne cała nasza trójka wybrała tzw. Pierrade czyli zestaw różnych mięs, które zostają podane surowe i smażymy czy je już sami na rozgrzanym kamieniu grila, który mamy na stole.
Do tego wzięliśmy butelkę czerwonego lokalnego wina, która świetnie pasowało do naszego dania.
Bardzo miłym gestem ze strony właścicieli było przynieśnie mojemu mężowi deseru wraz z zimnym ogniem. Przy tym zgasili światło i praktycznie cała restauracja zaśpiewała mu sto lat z okazji urodzin :).
Ile kosztuje kolacja w górach?
Za cała kolację, za trzy osoby zapłaciliśmy około 170 euro, a byliśmy w trójkę: 40 euro za kolację, która obejmowała dojazd i powrót skuterem śnieżnym, sporo przystawek i zestaw mięs oraz dodatki w postaci ziemniaków z wody i sosów własnej roboty oraz wodę. Reszta to nasze czerwone wino, dwa napoje córki oraz trzy desery tiramisu.
Nie należę do osób, które podczas jedzienia robią zdjęcia, także musicie się zadowolić tym co udało mi się cyknąć w pośpiechu.
Wysokie Alpy nocą
Wyszliśmy naprawdę bardzo najedzeni i czekając na powrót skuterem śnieżnym zrobiliśmy sporo zdjęć na zewnątrz. Głęboką noc rozświetlały ratraki, które pracowały w pobliżu szykując trasy narciarskie na następny dzień.
To był naprawdę bardzo fajny wieczór, także polecam wam takie doświadczenie jeśli tylko wybieracie się do Valle d’Aosta. Jedynym małym minusem było to, że restauracja jak to we Włoszech była bardzo głośna, to nie jest wybór na romantyczną kolację! Raczej na czas spędzony rodzinnie na rozmowach i śmiechu.
Zostawiam wam również link do strony restauracji Des Troncs oraz polecam również sprawdzić opinie na TripAdvisor, nie zawiedziecie się!
Na moim koncie na Instagramie opublikowałam również filmik, który wam tu zostawiam!
Przełęcz San Pantaleone
Wracając do domu postanowiliśmy pojechać inną trasą, wybierając Przełęcz San Pantaleone, która łączy Torgnon z Verrayes i Chambave. Jest tam ciekawy punkt widokowy, z którego w ciągu dnia można podziwiać Matterhorn.
W marcu zimy jakby mniej, ale nadal można jeździć na nartach, a jak na nartach nie jeździcie, a do Valle d’Aosta przyjeżdzacie to łapcie ten mój wpis:
















