Dolina Aosty oczami jej mieszkańców #3 Na emeryturze nie ma czasu na nudę

Widok na szczyt Grand Combin w Buthier.

Widok na szczyt Grand Combin w Buthier.

Drodzy czytelnicy przedstawiam wam Rosannę i Ugo, małżeństwo z 44 letnim stażem, żyjące od zawsze w Valle d’Aosta. To właśnie oni są dziś bohaterami kolejnego odcinka z serii Dolina Aosty oczami jej mieszkańców. Znam ich od dawna, ponieważ to rodzice mojej bardzo dobrej koleżanki (mogę chyba nawet napisać przyjaciółki) i już od jakiegoś czasu myślałam o zaproszeniu ich do rozmowy o regionie.

Rosanna i Ugo mają na tyle lat, żeby pamiętać dosyć odległe dla nas czasy, są jednak młodzi duchem i świetnie przystosowali się do zmian w dynamicznym Waldotańskim społeczeństwie. Wiedziałam, że rozmowa z nimi będzie przygodą, ale końcowy efekt przeszedł moje najśmielsze oczekiwania! Poruszyliśmy chyba wszystkie możliwie tematy: czasy dzieciństwa, politykę, społeczeństwo, turystykę tą dawną elitarną i dzisiejszą bardziej powszechną, wspomnienia i spostrzeżenia na temat przyszłości ich wnuków.

Żeby nie nudzić się na emeryturze :-), kilka lat temu kupili i wyremontowali stary dom na średniej wysokości Alp, w malowniczej wiosce w Buthier, z przeznaczeniem dla turystów. Całość nosi nazwę Lo nid di candolle i jeśli pamiętacie to właśnie tam zimowe wakacje spędzili Sławek i Paulina, chwaląc gościnę i uprzejmość właścicieli.

TUTAJ znajdziecie opis ich wrażeń z pobytu. Chociaż ich relację opublikowałam 1,5 roku temu to za każdym razem jak jadę do Buthier, myślę ciepło zarówno o ich pobycie jak i o opadach śniegu, które zimy 2013 roku unieruchomiły nas na kilkanaście godzin w domu.

Zapraszam was do lektury, a moim rozmówcom serdecznie dziękuję za poświęcony czas i tak wspaniale przedstawiony region.

Widok na Alpy po deszczu z wioski Buthier.

Widok na Alpy po deszczu z wioski Buthier.

Rosanna i Ugo, krótko o was to?

Jesteśmy małżeństem od 44 lat.

Rosanna: mam 70 lat, moja rodzina pochodzi z regionu Veneto, ukończyłam szkołę średnią na kierunku rachunkowość w międzyczasie już pracowałam. Przez ponad 40 lat byłam pracownikiem na etacie. Przez pierwsze cztery lata w biurze rachunkowym, a następnie w administracji Regionu Valle d’Aosta. Jestem na emeryturze od 2001 roku.

Ugo: mam 69 lat i moja rodzina pochodzi z Valle d’Aosta. Jestem na emeryturze od 2011 roku. Przez pierwszych 30 lat kariery zawodowej pracowałem w firmie z sektora hutniczego, a przez kolejnych 15 na własnej działalności gospodarczej jako elektryk.

Od zawsze mieszkaliśmy na peryferiach Aosty, w domu wybudowanym przez tatę Ugo w 1953 roku.

Ugo i Rossana w Buthier.

Ugo i Rossana w ich domu w Buthier.

Zacznijmy od mieszkańców Doliny Aosty, opowiedzcie jak zmieniło się Waldotańskie społeczeństwo na przestrzeni lat, porównując dzisiejsze czasy do waszego dzieciństwa?

Nasze dzieciństwo opierało się głównie o tzw. ekonomię domową na wielu płaszczyznach życia rodzinnego: rodzeństwo nosiło po sobie ubrania, jedzenie było niewyszukane i głównie z lokalnych produktów, nie było telefonu, telewizji, zabawek, gazetek dla dzieci z różnymi gadżetami. Za to dużo uwagi poświęcało się edukacji moralnej, religijnej i tradcjom. Mieliśmy bardzo szczęśliwe dzieciństwo, w tamtch czasach czas spędzało się głównie z dziećmi z wioski czy dzielnicy na wspólnej zabawie, w grupie.

Jedynym środkiem transportu naszych rodziców był rower, dopiero w latach 50-tych zaczęto kupować motorynki, a w latach 60-tych fiata 500 z trzeciej ręki.

Z punktu widzenia społecznego i ekonomicznego te lata były bardzo dobrym okresem. Ktokolwiek posiadał dyplom, chociażby szkoły średniej, miał zapewniony dobrobyt i szacunek w społeczeństwie. Powszechnie mówiono, że wystarczy mieć chęć do pracy, a sukces i dobrobyt będą zapewnione. Pracy nie brakowało.

Również nasze dzieci żyły w dostatku: ze sporą ilością zabawek, telewizorem, rodzinnymi wakacjami nad morzem, lepszym dostępem do edukacji. Za to z punktu widzenia społecznego zaczęli żyć w czasach rozluźnienia zwyczajów, lżejszego podejścia do tradycji i kyzysu na rynku pracy. Na szczęście przekazane wartości pozwoliły im odnaleźć się w zmieniającej rzeczywitości.

Za to przyszłość naszych wnuków, chociaż dziś mają oddzielny pokój przeznaczony wyłączenie na zabawki, naszym zdaniem, już nie rysuje się niestety tak różowo.

Trzeba mimo wszystko przyznać, że nasza generacja porównując do tej naszych dzieci czy wnuków, była tą, która musiała najbardziej się dostosować do szybko zachodzących zmian, tak aby nadal pozostać aktywną częścią społeczeństwa.

Pranie w fontannie (mozna prać tylko w tych podwójnych ;-). Takie widoki nadal są częstw w małych wioskach w Dolinie Aosty. Tutaj akurat jesteśmy w Buthier, na zdjęciu sąsiadka Rossany i Ugo.

Pranie w fontannie (można prać tylko w tych podwójnych ;-). Takie widoki nadal są częste w małych wioskach w Dolinie Aosty. Tutaj akurat jesteśmy w Buthier, na zdjęciu sąsiadka Rossany i Ugo.

A turystyka? To ważny przecież sektor gospodarki regionu, czy też się zmieniła na przestrzeni lat?

Turystyka właściwie od zawsze pełniła ważną rolę w regionie, początkowo była jednak związana ze słynnymi i ekskluzywnymi miejscowościami jak Breuil-Cervinia, Cogne czy Gressoney. W przeszłości była to głównie zimowa turystyka przeznaczona dla elit. Wraz z kryzysem (lata 70-te), który dotknął w szczególny sposób sektor przemysłowo-hutniczy w Dolinie Aosty, turystyka zdobyła większe zainteresowanie wśród decydentów. Inteligentna polityka pozwoliła na waloryzację potencjału turystycznego również w innych bocznych dolinach, malowniczych i przepięknych, a co za tym idzie zwiększenie ilości wypoczywających.

Turystyka w Valle d’Aosta nie stała się masowa, ale z każdym rokiem przybywało osób wybierających region na wakacje. Wpłynęło to na rozwój nowej bazy noclegowej, która już nie ograniczała się wyłączenie do hoteli. Powstawały B&B czy pokoje gościnne, oferujące więcej niezależności od wspomnianych hoteli. Odnawianie i restauracja starych budynków była za to możliwa głównie dzięki wsparciu ekonomicznemu Regionu. W wielu gminach zawiązały się lokalne stowarzyszenia Proloco, które waloryzowały miejscowe tradycje i organizowały imprezy mające również na celu przyciągnięcie turystów.

To wszystko niesie jednak za sobą ryzyko zgubienia naturalności gór i turystyki, która z niszowej zamieni się w masową z wszelkimi tego konsekwencjami.

Udało się wam odrestaurować stary dom w małej wiosce na średniej wysokości w Alpach z przeznaczeniem turystycznym, jak to się stało, że zdecydowaliście się iść w tym kierunku?

srodkowe zdjęcie jest przed pracami renowacyjnymi, po bokach już odnowiony dom. Po prawej widać również kościół w Buthier.

Środkowe zdjęcie jest przed pracami renowacyjnymi, po bokach już odnowiony dom. Po prawej widać również kościół w Buthier i dzwonnicę.

W 1980 roku kupiliśmy starą ruderę w Buthier (Gignod), przepięknej, chociaż praktycznie opuszczonej wiosce. Zrobiliśmy to, aby móc latem spędzać w górach wakacje z dziećmi. Aosta w tym okresie była i jest nie do wytrzymania z powodu upałów. Początkowo zrobiliśmy to wyłączenie na nasz własny użytek, nie myśleliśmy o turystyce.

W 2005 roku zakupilismy w Buthier kolejną ruderę, głównie dlatego, że w przypadku jej runięcia było ryzyko uszkodzenia naszego domu. W międzyczasie Administracja Regionu, w celu odzyskiwania starych zabudowań (a było tego sporo) z przeznaczeniem ich na turystykę, uchwaliła na ten cel ustawę o pomocy finansowej. Po wielu biurokratycznych perypetiach udało się nam uzyskać bezzwrotną pomoc publiczną w wysokości 30% wartości inwestycji i również dzięki temu zrealizować tzw. CAV (casa appartamenti vacanze) – mieszkania wakacyjne złożone z pięciu apartamentów o różnej powierzchni. Działalność turystyczna ruszyła w 2012 roku.

Poniżej publikuję kilka zdjęć jednego z apartamentów – Lis. Przyznaję, że wszystkie apartamenty są starannie wykończone, każdy szczegół jest przemyślany i dopracowany. Styl oczywiście typowo górski, a kolory z Doliny Aosty (tak, tak czerwony to kolor dominujący u Waldotańczyków :-). Dodam, że Ugo w wolnym czasie wykonuje z drewna między innymi śliczne drewniane kotki, które i my mamy u nas w domu. 

Czy dziś nadal jest możliwe uzyskanie takiej pomocy od regionu i rozpoczęcie właściwie od zera działalności w sektorze usług turystycznych?

Wyremontowanie starego domu w celach turystycznych już dla nas okazało się skomplikowane, chociaż udało się nam uzyskać publiczną pomoc finansową na ten cel oraz wykorzystać nasze doświadczenie w zakresie odbudowy. W tym momencie szanse na pozyskanie publicznych środków na podobny cel jest bardzo trudne o ile wręcz niemożliwe z uwagi na kryzys, który dotknął również i nasz region. Poza początkową inwesycją finansową nie bez znaczenia jest również ogrom biurokracji przez którą należy przebrnąć. Najważniejsze jednak przychodzi po zakończeniu wszystkich prac i inauguracji. Jest to rozpoczęcie działalności w sektorze, który dziś charakteryzuje się ogromną konkurencją. Każdy musi zdobyć doświadczenie o własnych siłach, opierając się o własną inteligencję i własną wiedzę i wszystko to na własne ryzyko. Trzeba mieć dużo pieniędzy i oczywiście…. entuzjazmu!

Jakie miejsca można w łatwy sposób zwiedzić z Buthier?

Buthier leży na wysokości 1310 m n.p.m. o krok od Doliny Wielkiego Świętego Bernarda i jest oddalone 15 minut samochodem od stolicy regionu, Aosty i 15 minut od tunelu graniczącego ze Szwajcarią Gran Saint Bernard. W przeciągu 35 – 40 minut samochodem można dojechać do najważniejszych ośrodków turystycznych jak Courmayeur, które graniczy z Francją poprzez Tunel Mont Blanc (TMB). Również w ciągu 35 – 40 minut mozna dojechać do Breuil – Cervinia, u stóp Matterhorn czy do Cogne w Parku narodowym Gran Paradiso. To oczywiście jeśli chodzi o najwieksze ośrodki turystyczne. Również na miejscu nie brakuje przepięknych szlaków górskich, z Buthier w niecałą godzinę można dojść do schroniska górskiego Chaligne oraz do szczytu Punta Chaligne lub przejść wzdłuż średniowiecznego kanału Ru Neuf. Ten kto uwielbia trekking w każdej dolinie znajdzie przepiękne szlaki. Dolina Wielkiego Świętego Bernarda, tak dzika i jeszcze mało odkryta (pisał o tym Alex, pamiętacie?) oferuje przepiękne trekkingi, również dla tych niekoniecznie doświadczonych, łącząc się przez przełęcze z Doliną Valpelline, Courmayeur czy Cervino.

Około 10 minut od Buthier latem wypasaja się alpaka, zdobywaja serca nie tylko dzieci :-).

Około 10 minut pieszo od Buthier latem wypasaja się alpaka, zdobywaja serca nie tylko dzieci :-).

Co waszym zdaniem warto zobaczyć w regionie? Co absolutnie zasługuje na atencję turystów?

Poza wcześniejszymi miejscami, tj. Courmayeur, Cogne czy Cervinia, na pewno warto zwiedzić Aostę, która zachwyca nie tylko swoją rzymską historią. Wystarczy wymienić tylko kilka zabytków: Porte Pretoriane, Arco Augusto, Teatro czy imprez jak Fiera di Sant’Orso odbywająca się od ponad 1000 lat 30 i 31 stycznia oraz w sierpniu, pełna tradycji i będąca dowodem na to, że dla mieszkannców regionu rzemiosło odgrywa niezwykle ważną rolę.

Warto zwiedzić Forte di Bard, dawną militarną fortecę, która po pracach renowacyjnych zamieniła się w kompleks muzealny, oferując wiele imprez kulturalnych, enogastronomicznych czy koncertów, również o międzynarodowej famie.

Oczywiście nie można ominąć nowej kolejki Skyway, określanej ósmym cudem świata, która zabiera turystów na wysokość 3466 m n.p.m. na Punta Helbronner, skąd można podziwiać lodowce i Monte Bianco.

Za to krótki i łatwy trekking wzdłuż jeziora Prarayer w Bionaz może okazać się również bardzo romantyczny (pamiętacie, pisałam o tym TUTAJ).

Jezioro Prarayer w Bionaz. Wspaniały szlak górski, przeznaczony dla wszystkich (również z wózkami)

Jezioro Prarayer w Bionaz. Wspaniały szlak górski, przeznaczony dla wszystkich (również z wózkami)

Jacy są dzisiejsi Waldotańczycy?

Waldotańczycy w większości zawsze byli i są wierni, zazdrośni i dumni ze swoich tradycji, ze swojego języka, swojej autonomii uzyskanej po latach wyrzeczeń w epoce faszyzmu. Autonomia nie oznacza jednak zamknięcia na świat zewnętrzy, to raczej chęć wzięcia odpowiedzialności za czyny i działania w regionie.

Jeśli chodzi o styl życia Waldotańczyków, to trzeba przyznać, że żyją na dosyć dobrym poziomie. Jest to efekt autonomii regionu, która pozwoliła przez lata dzielić dostępne środki finansowe na różne sektory.

Ostatnio jednak dużo gorzej z tożsamością regionalną Waldotańczyków, ta przechodzi prawdziwy kryzys. Przyczyn takiego stanu jest sporo, a do najważniejszych należą: aktualna napięta sytuacja na arenie politycznej i kulturowej powiązana z kryzysem ekonomicznym i ograniczonymi środkami finansowaymi. Wszelkie wydatki w regionie od kilku lat są brane pod lupę również przez obywateli, co wczesniej nie było regułą. Naturalnym efektem są napięcia na linii rząd – mieszkańcy, gdyż ci ostatni często podważają zasadność wydawanych środków.

Jednak najważniejszym aspektem jest chyba Unia Europejska, która prowadzi politykę ujednolicenia, co daje państwu Włoskiemu dodatkowe argumenty przeciwko wszelkim autonomiom we Włoszech.

Zarówno aktualna sytuacja ekonomiczna jak i społeczna nie sprzyja wielkiemu zaangażowaniu ze strony młodych mieszkańców w życie polityczne czy społeczne, w tym szczególnym okresie skupiają się raczej na własnych problemach.

Tradycyjnie: drewno, kamień i kwiaty :-). Buthier latem.

Tradycyjnie: drewno, kamień i kwiaty :-). Buthier latem.

Jakie tradycje w szczególny sposób celebruje się nadal w Dolinie Aosty?

Tradycyjne gry: fiollet, petanque, tzan i pallet, które odbywają się każdej niedzieli od wiosny do końca lata (opiszę wam to kiedyś 😉.

Karnawał, który w poszczególnych gminach przybiera rózny charakter, odzwierciedlając historię miejscowości.

La bataille des reines, czyli walki krów, które emocjonują nie tylko wszystkich hodowców regionu, ale również tych z zagranicy (dokładnie o walkach krów pisałam tutaj).

Teatralna wiosna, podczas której młodzi i mniej młodzi z różnych gmin organizują niewielkie trupy teatralne, które wystawiają przedstawienia po franko-prowansalsku, często ironiczne i odnoszące się do aktualności społeczno-politycznych. Przedstawienia odbywaja się w kwietniu i maju, po zimowych miesiącach przygotowań.

Przedstawienie teatralne po franko-prowansalsku. Pewna noc sierpniowa, gdzieś wysoko w Alpach i tylko żałowałam, że rozumiałam naprawdę szczątki dialogów.

Przedstawienie teatralne po franko-prowansalsku. Pewna noc sierpniowa, gdzieś wysoko w Alpach i tylko żałowałam, że rozumiałam naprawdę szczątki dialogów.

Przegląd chórków z różnych gmin. Pasja śpiewania w chórze jest nadal bardzo żywa w całym regionie, są to zarówno chórki ludowe jak i religijne. Pod koniec maja na specjalnym zebraniu chórków wybiera się te najlepsze, które następnie reprezentują region na różnych imprezach narodowych i zagranicznych.

Procesje religijne, którch tradycja sięga XIX wieku, wśród tych najważniejszych można wymienić czerwcową procesję z Fontenemore w Dolinie Aosty, podczas której idzie się nocą przez przełęcz Barma, aby dojść do sanktuarium Oropa w regionie Piemont. Ta procesja odbywa się co 5 lat. Procesję Chaligne, która od 1600 roku odbywa się co roku 15 sierpnia. Wyrusza o 4 rano z Aosty przechodząc przez gminy Excenex i Gignod dochodząc do Punta Chaligne, aby tam wszyscy mogli uczestniczyć w Mszy Świętej. Procesję Miserin, która odbywa się 5 sierpnia i procesję San Grato 7 września.

Fiera di Sant’Orso (Targi Świętego Ursusa), odbywające się 30 i 31 stycznia się od ponad 1000 lat. Te targi to prawdziwy pokaz sztuki rzemieślniczej lokalnych artystów. Co roku przyciąga ponad 120 tys zwiedzających (o targach szczegółowo napisałam tutaj). W praktycznie wszystkich gminach regionu każdej zimy organizuje się warsztaty rzeźby w drewnie. Targi są również okazją do spotkania naszych sąsiadów ze szwajcarskiego kantonu Vallais i francuskiego departamentu Sabaudii.

Targi Fiera di Sant'Orso. Dzieło jednego z lokalnych rzeźbiarzy.

Targi Fiera di Sant’Orso. Dzieło jednego z lokalnych rzeźbiarzy.

Jak można opisać niedzielę w Dolinie Aosty sprzed 50 lat. Co się wtedy robiło?

To co łączyło wszystkich Waldotańczyków to na pewno udział w porannej Mszy i dla dzieci katechizm. Popołudnie, w zależności od sezonu, dzieci spędzały na tradycyjnych grach, bieganiu za piłką lub jeżdziły na nartach. Dorośli najczęściej po prostu się odwiedzali lub grali w tradycyjną grę na powietrzu bocce (rzucanie kulami), która w latach 50-tych była bardzo popularna.

Dziękuję wam za rozmowę.

Również dziękujemy.

————————–

A na zakończenie…

Wiecie, że z zasady nie polecam konkretnych noclegów w Valle d’Aosta. Dla Rossany i Ugo z Lo nid di candolle z wielką przyjemnością robię wyjątek. Skłania mnie do tego ich pasja, zacięcie, uśmiech i radość z życia na emeryturze oraz to, że miejsce jest naprawdę nie tylko malownicze, ale również sprawdzone. Jesli tylko wybieracie się do regionu Valle d’Aosta i niekoniecznie zależy wam na wielkich ośrodkach turystycznych to z czystym sumieniem polecam wam ich apartamenty :-). 

Bookmark the permalink.

22 Comments

  1. Ola | Mikmok blog

    Super, uwielbiam takie wywiady! Z “prawdziwymi” ludźmi, którzy kochają miejsca, z których pochodzą i potrafią ciekawie o nich opowiedzieć 🙂

    Czekam na opis tradycyjnych gier, bo nazwy kompletnie nic mi nie mówią, więc zaintrygowało mnie to niesamowicie 🙂

    • Agnieszka Stokowiecka

      Dziękuję za komplement :-). Staram się, aby to miejsce w sieci było jak najbardziej autentyczne i cieszę się, że chyba mi się udaje. Co do gier to od x miesięcy mam szkic wpisu i chyba się w końcu za niego zabiorę na poważnie. Pozdrawiam.

  2. Wiesz? Czytając ten wywiad miałam czasami wrażenie jakbym słuchała tutejszych kalabryjskich mieszkańców. I kto by pomyślał, że Valle d’Aosta jest oddalona od Kalabrii aż 1200 km i że są to zupełnie dwa różne regiony.
    Szkoda, że nie zapytałaś o “przepis” na taki staż małżeński hihi

    • Agnieszka Stokowiecka

      Niby tak, ale to wciąż Włochy, a w moim regionie mieszka sporo Kalabryjczyków :-D, hehe. O przepis na taki staż zapytam na pewno, też mnie to ciekawi, nie sądziłam, że da się. To chyba najdłuższy staż jaki znam osobiście :-).

  3. Dopóki faktycznie funkcjonuje autonomia i można zobaczyć w tym regionie innych Włochów to naprawdę smakowity kąsek jest u Ciebie do zgryzienia 🙂 Bardzo fajny pomysł żeby pozwolić autochtonom się wypowiedzieć i dzięki temu zobaczyć ich perspektywę. Gratulacje 🙂

    • Agnieszka Stokowiecka

      Dziekuję za komplement :-), cieszę się, że pomysł się podoba, przyznaję, że mam sporo osób na liście jeszcze, także projekt się rozwija, a ja wraz z nim :-).

  4. O, na południu w małych miejscowościach w górach też są takie miejsca do prania “publicznego”. Ale nie widziałam, żeby któreś było jeszcze w użyciu.

    • Agnieszka Stokowiecka

      Na pewno gdzieś jeszcze używają :-), może tylko starsi, ale nie wierzę, że nie! U mnie gdzie się tylko da to piorą :-D, czasami nawet na dziko, w sensie, w tych jednokomorowych :-D.

  5. Ta Alpaka to rodzaj Lamy? Nie opluła cię? 😛

    • Agnieszka Stokowiecka

      Lama i alpaka pochodzą od wikunia (nawet nie wiedziałam, na wikipedii znalazłam 😀 ). Hodowane w Andach, u nas jako ciekawostka :-). Nie opluła, ale było blisko ;-).

  6. i znowu czegos ciekawego sie dowiedzialam! o procesjach i grach (ogolnie tradycje) mlodzi baaardzo malo wiedza (przynajmniej ci, z ktorymi ja ma stycznosc). cos tam niby odpowiedza na zadane pytanie,ale aby to jakos sensownie wytlumaczyc -to juz z tym znacznie gorzej… Wiec czekam z niecierpliwoscia na post o grach!

    • Agnieszka Stokowiecka

      Post o grach będzie, bo i ja jestem ciekawa, tylko musze się przygotowac :-). Najlepiej to na jakieś zawody byłoby się wybrać i starszyzny popytać. Fajnie, że coś ciekawego udało mi się przekazać i mieszkańcom VdA :-).

  7. Alpaki są atrakcją turystyczną czy są hodowane na wełnę?

  8. Bardzo ciekawy i niestandardowy tekst. Ciekawie poczytać o odczuciach prawdziwych ludzi mających takie wspaniałości na codzień 🙂

    • Agnieszka Stokowiecka

      Dziękuję :-). Na pomysł takich wywiadów z lokalnymi mieszkańcami wpadłam jakiś czas temu i teraz sukcesywnie realizuję :-). Pozdrawiam.

  9. Alpaka świetna podobnie jak wywiad 🙂 Nam do emerytury jeszcze trochę brakuje, ale też mamy nadz. na znalezienie sobie jakiegoś miłego miejsca poza granicami kraju 🙂

  10. Najważniejsze, że ludzie na emeryturach znajdują dla siebie zajęcie i pasję, które trzymają ich przy aktywnym życiu, to naprawdę bardzo ważne! Super wywiad! Pozdrawiam

    • Agnieszka Stokowiecka

      Dziękuję w imieniu swoim jak i moich rozmówców. Też uważam, że to bardzo ważne, aby na emeryturze rozwijać swoje pasje i pozostać aktywnym. Mi do emerytury jeszcze trochę brakuje, ale mam nadzieję, że będę aktywna ;-).

  11. a teraz z innej beczki troche, na facebook sie pojawil komntarz o tak dlugi staz malzenski . odpowiedz jest prosta : http://demotywatory.pl/3753921/Spytano-pare-staruszkow-jak-wytrzymali-ze-soba-50-lat-Odpowiedzieli- 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *