Szlaki u stóp Matterhorn i nocleg w biwaku – relacja z pobytu

Szlaki u stóp Matterhorn

Szlaki u stóp Matterhorn i wschód słońca!

Dziś mam przyjemność podzielić się z Wami relacją Pana Daniela, który był niedawno w Valle d’Aosta i spędził na szlakach górskich u stóp Matterhorn kilka dni nocując między innymi na wysokości ponad 2000 m! Mam nadzieję, że jego relacja będzie dla Was inspiracją do organizacji pobytu. 

Wszystko zaczęło się od tego, że kilka dni temu otrzymałam na Facebooku taką oto wiadomość wraz z jednym zdjęciem z pobytu, a po krótkiej wymianie wiadomość również relację i więcej zdjęć, którymi się z Wami dzielę. 

Dzień dobry! We wtorek wróciłem z tygodniowej wycieczki w Dolinie Aosty, którą planowałem między innymi dzięki Pani blogowi (jak do tej pory nie ma polskiego przewodnika). Region piękny, ludzie przyjaźni. Przypadkiem wynajmowałem pokój w domu, którego właścicielem jest Guglielmo Pramotton, miejscowy rzeźbiarz. Może napisała by Pani coś na jego temat? Jedną noc spędziłem w schronisku Giovanni Bobba. Widok wschodu słońca na tle Matterhornu – niezapomniany! Pozdrawiam Daniel.

Relacja Daniela z pobytu w Cervinii u stóp Matterhorn wraz z noclegiem w alpejskim biwaku. 

Dolina Aosty to najmniejszy włoski region znajdujący się przy granicy z Francją i Szwajcarią. Leży w najwyższej części Alp, zaraz za jego granicą francuską wznosi się Mont Blanc (we Włoszech nazywany Monte Bianco), a na granicy ze Szwajcarią – Matterhorn (Monte Cervino). W regionie zachowały się zabytki z czasów Imperium Rzymskiego, szczególnie w stolicy – Aoście. Region żyje z turystyki, można prawie wszędzie porozumieć się po angielsku. Główną doliną biegnie linia kolejowa, w boczne można dostać się autobusami. Celem naszej wycieczki była przede wszystkim turystyka górska.

Z Gdańska do Cervinii

Z Gdańska polecieliśmy do Bergamo, stamtąd autokarem (których pełno pod lotniskiem) do Mediolanu i potem koleją do Doliny Aosty. W miejscowości Chatillon wsiedliśmy do autobusu, który zawiózł nas do Cervinii na wysokość 2000 m. Nad kurortem góruje piękna sylwetka Matterhornu. Cervinia jest połączona z miastem Zermatt w Szwajcarii siecią kolejek górskich i wyciągów. Jest to największa tego typu sieć w Europie. Najwięcej turystów przyjeżdża tutaj zimą na narty.

Po przyjeździe do Cervinii, gdzie panowała przyjemna temperatura ok 15 stopni, w sklepie kupiliśmy prowiant, a w ciastkarni kawę. Idziemy do schroniska (właściwie bezobsługowego schronu) Giovanni Bobba na wysokości 2770m. Drogowskaz mówi, że przejście trwa ok 2,5 godziny. Po drodze widzieliśmy spore stado koziorożców, kozicę na śniegu, świstaki i kopciuszki (gatunek ptaka wielkości wróbla). Koło 20 30 jesteśmy w schronie. Zmęczeni, ale szczęśliwi. Ponad 15 godzin w drodze. Nikogo nie ma, są tylko wpisy dzisiejszych turystów. Kilka kilometrów od nas widać przepiękny Matterhorn (4478m), który początkowo był schowany za chmurami. W schronie 10 miejsc do spania, koce, świece, kuchenka gazowa, obok przewiewna toaleta nad przepaścią. Nie ma tu wody, ani prądu. W środku schronu angielski napis „Idź się wspinać, prysznic może poczekać”. Zmęczeni szybko zasnęliśmy.

Na szlaku u stóp Matterhorn

Następnego wstaliśmy o 6-tej i podziwialiśmy piękne widoki przy wschodzie słońca pod Matterhornem. Było bezchmurnie, a w ciągu dnia lekkie zachmurzenie. Rano chłodno, potem słońce szybko ogrzało powietrze. Postanowiłem, że pójdziemy innym szlakiem i wyjdziemy bliżej centrum Cervinii. Zignorowałem przeczytaną jeszcze w Polsce informację o uszkodzonym szlaku. Koło 7 ruszyliśmy. Ciężko się szło, ale trasa prowadziła w dół i była wygodniejsza niż dzień wcześniej, do chwili gdy zobaczyliśmy strumień pokryty śniegiem, a nad nim rozciągniętą linkę. To było właśnie miejsce, w którym lawina zniszczyła szlak. Wszystko byłoby dobrze, gdyby śnieg tworzył grubą warstwę. Niestety w jednym miejscu była bardzo cienka. W końcu znaleźliśmy miejsce poniżej, gdzie przeszliśmy przez strumień. A czas leciał. Dalej szlak był mało widoczny, nikt z niego dawno nie korzystał. Po chwili wyszliśmy na łąkę, za którą było widać potężny wał przeciwlawinowy i dalej zabudowania Cervinii.

Szlak u stóp Matterhorn - Cervinia

Szlak u stóp Matterhorn – Cervinia

Rano na szlaku tylko 2 osoby. Poszliśmy do sklepu po żywność i wodę. Na naszej mapie nie było czasów przejść szlaków, a bałem się, że nie zdążymy przed zmrokiem na nocleg, więc wjechaliśmy kolejką górską na Plan Maison na wysokość ok 2500m, żeby oszczędzić sobie ciężkiej wspinaczki. W wagoniku japońscy turyści niepierwszej młodości i grupa włoskich rowerzystów z profesjonalnym sprzętem. Z Plan Maison, poszliśmy wzdłuż jeziora de Goillet do przełęczy Cime Bianche (2980m – najwyższy punkt w czasie całej wycieczki).

Alpejskie jezioro Goillet

Alpejskie jezioro Goillet

Szlaki u stóp Matterhorn po wloskiej stronie

Okazało się później, że szybciej doszlibyśmy  na przełęcz z samej Cervinii. Na przełęczy siedzieliśmy do 15-tej  i tam był czas na posiłek. Plan był taki, żeby do 18-tej dojść do szlaku w kierunku schronu Citta di Mariano. Z przełęczy prowadziły 2 szlaki, które potem się łączyły. Obojętne było więc którym z nich pójdziemy. Okazało się, że nie do końca obojętne. Wybrany prze mnie szlak był częściowo przysypany śniegiem i nie było widać znaków. Zgubiliśmy szlak. Szliśmy mniej więcej w dobrym kierunku wypatrując charakterystycznych punktów. Znalezienie i dojście do szlaku znowu zajęło nam trochę czasu. Już z daleka był widoczny budynek schronu. Wyglądał jak żółta plama szarym tle skał. Jest położony nad przepaścią i dzięki barwie widoczny z daleka.

Biwak Città di Mariano

Z przełęczy na wysokości 2980m schodziliśmy do rozwidlenia szlaków na 2360m, a do schronu z kolei musieliśmy podejść na 2844m. Jednak rozwidlenia szlaków wciąż nie było, a 18-ta minęła. Plecy i ramiona bolały od plecaków, zmęczenie rosło. Sądziłem, że od rozwidlenia szlaków do schronu będzie ponad 2 godziny marszu. Było więc ryzyko, ze nie dojdziemy do schronu przed zmrokiem. Rozważaliśmy już nawet spanie pod gołym niebem. W końcu jest drogowskaz: „Bivacco Città di Mariano 1,5h”. Co za ulga! Była 18 20, a 2,5 godziny później zachodziło słońce. Damy radę. Najpierw odpoczynek i zaczynamy wejście. Na początku dość wygodny szlak, końcówka po dużych kamieniach. W końcu doszliśmy, uff. Schron jest trochę większy od przedziału w wagonie sypialnym, jest 9 łóżek. Mają tu kuchenkę gazową, więc kolacja, kawa i spać. To był ciężki dzień. W pobliżu Cervinii spotykaliśmy turystów, za przełęczą tylko jednego i to z daleka.

Biwak w Alpach

Biwak w Alpach

Rano poszedłem na spacer w okolicach schronu. Jeziora będącego obok na mapie nie znalazłem. Planowałem pójść w stronę zaznaczonego na mapie pobliskiego lodowca, ale  niestety najbliższy jęzor po prostu roztopił się. Przy schronie żerowały 2 młode koziorożce. Rano było pochmurno, więc nie było widowiskowego wschodu słońca, jak dzień wcześniej.

Ruszyliśmy przed 9, szybko się przejaśniło i zrobiło się gorąco. Schodziliśmy ze schronu do wsi St. Jacques, do której dochodzimy ok 12 30. W restauracji pytamy o drogę do najbliższego przystanku autobusowego. Pan pokazuje drogę i za chwilę wybiega za nami i wręcza nam rozkład jazdy. St. Jacques jest na wysokości ok 1650m, czyli zeszliśmy 1200 m w dół. Turystów niewielu, małe zachmurzenie. Poszliśmy na przystanek, najbliższy autobus o 14 20. Jedziemy do Verres. Serpentyny, piękne widoki, mało ludzi. Z Verres udajemy się na kwaterę , której gospodarzami jest para Hiszpanów od 1,5 roku mieszkająca w Dolinie Aosty. Rozmawiamy z nimi po angielsku. Spędzamy tam jeszcze 3 dni robiąc wycieczki po okolicy, między innymi do Aosty. Wracamy tak samo jak przyjechaliśmy, po drodze jeszcze nocując w Bergamo.

Matterhorn w chmurach

Matterhorn w chmurach

Dziękuję Danielowi za tak ciekawą relację, a Was oczywiście zachęcam do odwiedzenia Valle d’Aosta i również dzielenia się wrażeniami :). Czytanie waszych relacji z pobytu i świadomość, że mój blog towarzyszył wam podczas podróży są dla mnie naprawdę czymś niezwykle ważnym i motywującym. 

Agnieszka 

Jeśli masz jeszczę chwilę to polecam Ci również wpis o samej miejscowości Cervinia i jej historii:

Cervinia – jak z małej alpejskiej wioski przekształciła się w kurort narciarski

Bookmark the permalink.

4 Comments

  1. Świetna relacja! A mnie też Twój blog zainspirował 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *